5 majowych debaściaków

Przyjęło się mówić, że wydawcy zawsze wyciągają książkowe asy z rękawa tuż przed Warszawskimi Targami Książek. Nie inaczej wydarzyło się w tym roku, bo maj okazał się miesiącem obfitującym w multum literackich niespodzianek. W swojej zakupowej ściągawce pominę jednak te najbardziej oczywiste premiery, które – dzięki wysiłkom marketingowców – zdołały przebić się do naszej czytelniczej świadomości na kilka tygodni przed planowaną datą rozpoczęcia sprzedaży. Nie bądźcie zatem rozczarowani i zdziwieni, że w moim zestawieniu potencjalnych debaściaków nie uświadczycie „Komedy” Grzebałkowskiej tudzież „Innych ludzi” Masłowskiej. Tym razem darujmy sobie te „oczywiste oczywistości” i zapuśćmy się w mniej wydreptane rewiry wydawnicze! Czytaj dalej „5 majowych debaściaków”

Reklamy

Mózg rządzi, a Nordengen wymiata

mozg-rzadzi,big,818135Autor: Kaja Nordengen, przekład: Milena Skoczko, tytuł: Mózg rządzi. Twój niezastąpiony narząd, tytuł oryginału: Hjernen er stjernen. Ditt eneste vestatellige organ, wydawnictwo: Marginesy, liczba stron: 239, data premiery: 17 stycznia 2018 r.

Da się lubić naukowców, którzy upowszechniają wiedzę właściwą danej dziedzinie badawczej bez akademickiego zadęcia. Najczęstszą barierą w odbiorze eksperckich tekstów bywa bowiem język specjalistyczny, który jest przeładowany zbyt hermetyczną terminologią. Dlatego w popularyzacji osiągnięć naukowych zaleca się odejście od specjalistycznej nomenklatury przy jednoczesnym zachowaniu merytorycznego poziomu publikacji. Takie zasługi edukacyjne może sobie przypisać młoda norweska uczona, która wzięła sobie za cel przybliżenie w przystępnej formie podstawowych wiadomości z zakresu neurologii, psychiatrii i kognitywistyki. Czytaj dalej „Mózg rządzi, a Nordengen wymiata”

Nie przestałam jarać się Północą

Opowiem o tym, jak z sadystyczną przyjemnością ukatrupiłam kurę znoszącą złote jajka. Tą kurą był oczywiście blog o nazwie korespondującej ze wszechobecną modą na Skandynawię! Egzekucję zapowiedziałam wprzódy na mediach społecznościowych, dekapitacja zaś przebiegła zgodnie z planem, bez tłumu gapiów.

Żartowałam! Nie przestałam jarać się Północą, zmieniłam tylko szyld i zniosłam tematyczne ograniczenia, które poniekąd wynikały z niefortunnej nazwy. W dzisiejszym wpisie postanowiłam rozwinąć w pięciu punktach przyczynę, dlaczego mój blog recenzencki od jakiegoś czasu nie działa pod nazwą „Echo z Północy”:

1) Potrzeba epatowania prywatnością

Ekshibicjonizm w sieci jest mi całkowicie obcy. Z przezorności nie udostępniam w Internecie prywatnych informacji na swój temat, a prowadzenie bloga o modelu tematocentrycznym znacząco zaburzało proporcje pomiędzy moim życiem osobistym a treściami, których nie krępuję się zaprezentować na forum publicznym. Próbowałam mianowicie uwiarygodnić zainteresowanie literaturą krajów północnych wybiórczymi faktami z mojego życia, realizując pomysły wyłożone przez Anię Piwowarską w książce „Autentyczny copywriting”. To niezdarne ocieplanie wizerunku wymknęło mi się, niestety, spod kontroli, gdyż okazało się, że skandynawolubne czytelniczki wolałaby raczej przeczytać, jak poderwać Fina, zamiast zapoznać się z nudnym omówieniem książki.

2) Blogerska komitywa

Polska blogosfera skandynawska to bardzo hermetyczne środowisko. Czołowi blogerzy doczekali się własnych publikacji książkowych. Sęk w tym, że w tym kółku wzajemnej adoracji wywierali oni koleżeńską presję na przyszłych recenzentach swoich książek, których to najpierw szczodrze obsypywali lajkami i przesłodzonymi komentarzami. Ta sytuacja była dla mnie nie do przyjęcia z racji tego, że nie wystawiam wazeliniarskich laurek tylko po to, by podstępnie wkupić się w łaski debiutujących pisarzy. Wyznaję zasadę, że pod żadnym pozorem sympatia do autorów nie może przesądzić o końcowej ocenie ich tekstu.

3) Brak przestrzeni dialogu

Do rzadkości należały merytoryczne dyskusje o książkach z krajów nordyckich z zadeklarowanymi skandynawolubami. Wynikało to z faktu, że jako blogerka książkowa otrzymywałam od czasu do czasu darmowe egzemplarze nowości wydawniczych na potrzebę sporządzenia recenzji. Zatem każdą otrzymaną książkę byłam zobowiązana – co oczywiste – dokładnie przeczytać i omówić na blogu w możliwie najkrótszym terminie. Blogerzy z dużo silniejszą pozycją (odmierzaną w lajkach i obserwatorach) ograniczali się zwykle do wrzucenia zdjęcia zawierającego lokowanie produktu. Bez wątpienia zapracowali na swoją popularność ciężką pracą, a na swoich kanałach przekazują nam wartościowe treści, ale rozmowa na temat książek sprowadzała się do zdawkowej wymiany „misiowatych” wrażeń: fajne, mi się podoba.

4) Kryminały i hygge

Nie od  dzisiaj wiadomo, że skandynawskie kryminały cieszą się ogromną poczytnością, a – co za tym idzie – krwawe żniwa z roku na rok zbiera też polski rynek wydawniczy. Nie należę do grona miłośników literatury kryminalnej, więc nie wiem, czy ktoś już zdołał zdetronizować Läckberg – królową czytelniczych serc. A co to za blog północny, skoro jego autorka nie promuje duńskiej sztuki życia, ani nawet nie zająknie się o najbardziej wyczekiwanej premierze ubiegłorocznej jesieni? Toż to lipa jakaś.

5) Skandi-srandi na całego

Tak się nieszczęśliwie złożyło, że natura obdarzyła mnie kędzierzawą czupryną, której nie maltretuję prostownicą i platynowym blondem. Na bakier jestem ze skandynawską modą, bo inspiracji odzieżowych nie czerpię z najnowszego wydania norweskiego Vogue’a. Ponadto nie wertuję z wypiekami na policzkach katalogów z Ikei. Boże, czy coś jest ze mną nie tak? Otóż nie. Nie przyswajam bezkrytycznie chwilowych mód i nie snobuję się na kogoś, kim nie jestem. Nie chodzi o to, że zamykam się na odmienność, bo jej powiew jest czymś absolutnie odświeżającym i potrzebnym do życia. Chodzi o to, że nie wprowadzam kompleksowych zmian w swojej garderobie i otoczeniu tylko dlatego, że nagle zapragnęłam żyć inaczej, w zgodzie ze wszystkimi trendami funkcjonującymi w krajach, których kulturą skrycie się fascynuję. 

portrait-of-cheerful-man-wearing-fur-coat

Nie ufajmy złudzeniom

20180212113521Autor: Makis Tsitas, przekład: Michał Bzinkowski, tytuł: Bóg mi świadkiemwydawnictwo: Książkowe Klimaty, liczba stron: 251, data premiery: 5.03.2018 r.

Znakami naszych czasów są jakość i efektywność działania. Praca, jaką wykonujemy, musi być nie tylko wykonana dobrze i szybko, ale też ma nam przynieść jak najwięcej wymiernych korzyści. Takie poglądy wyznają duże oficyny wydawnicze, narzucając wiodącym autorom deadline’y na dostarczenie gotowego tekstu. W konsekwencji książki z optymistycznie oszacowanym potencjałem sprzedażowym piszą się w dość szybkim tempie. I tylko szaleńcy owładnięci ideą doskonałości, nie bacząc na rynkowe uwarunkowania, ślęczą przez wiele tygodni nad każdą linijką. Czytaj dalej „Nie ufajmy złudzeniom”

To był świat w zupełnie starym stylu

8069f202ad89f25fc14eb4200633d6a9,klinczAutor: Martin Holmén, przekład: Alicja Rosenau, tytuł: Klincz, tytuł oryginału: Clinch, wydawnictwo: Helion, liczba stron: 286, data premiery: 16 lutego 2018 r.

Jest coś powabnego w literackich lub filmowych powrotach do wysłużonych gatunków – wie o tym każdy, kto choć raz w życiu uległ modzie retro obejmującej wiele obszarów kultury popularnej. Poszukiwacze niezwykłości, które wymykają się aktualnym trendom, chętnie myszkują w lamusie za rekwizytami nadającymi się do kulturowego recyklingu. Martin Holmén jest przykładem takiego szperacza i przetwórcy, bo jako pisarz ze zręcznością właściwą iluzjoniście wyciąga z magicznego kapelusza a to makietę Sztokholmu z lat 30. XX wieku, a to kulę śnieżną z pozytywką wygrywającą największe przeboje muzyki jazzowej, a to nylonowe pończoszki, na które pewnie rzuciłyby się damy naśladujące ikony przedwojennego kina. Czytaj dalej „To był świat w zupełnie starym stylu”

Przybij piątkę marcowym nowościom

Niemal wszędzie królują sążniste wykazy najbardziej wyczekiwanych premier książkowych, bo w propozycjach wydawniczych można przebierać jak w ulęgałkach! Nie lubię wpędzać się w doła, dlatego też moja lista wyrzutów czytelniczego sumienia będzie się wydłużać w umiarkowanym, kontrolowanym tempie. Rozsądek podpowiada mi, że najlepiej zgarnąć z księgarnianych półek pięć marcowych nowości. Zanim na dobre zakwitną krokusy i przyfruną bociany, swoje podręczne zbiory planuję uzupełnić o następujące pozycje:

Oksanen_Norma_500pcx

Sofi Oksanen, Norma, tłum. Katarzyna Aniszewska, Wydawnictwo Znak. 

Talentowi translatorskiemu Katarzyny Aniszewskiej ufam w ciemno, bo terminowała u Mistrza Musielaka, zaś Sofi Oksanen zaskarbiła sobie moją sympatię czytelniczą wiele lat temu dzięki fenomenalemu Oczyszczeniu. Realizm magiczny, feministyczny manifest obok elementów dreszczowca? Ja to kupuję!

 

de-biale-zwierzeta-sa-bardzoIvana Myšková,  Białe zwierzęta są bardzo często głuche, tłum. Elżbieta Zima, Dowody na Istnienie. 

Mamy przed sobą zbiór opowiadań, w których roi się od absurdu. Bohaterowie wyprowadzają żaby na smyczy i budują urządzenia do łapania czasu. Już sama nota wydawnicza zakrawa na opis czeskiego filmu! Jak można przejść obojętnie obok tej psychodelicznej okładki z rekomendacją Mariusza Szczygła? No, nie można.

Czytaj dalej „Przybij piątkę marcowym nowościom”

Reinsens po raz trzeci i ostatni

1447259-pdw_book_coverAutor: Herbjørg Wassmo, przekład: Ewa M. Bilińska, tytuł: Dziedzictwo Karny, oryginalny tytuł: Karnas arv, liczba stron: 667, data premiery: 24 stycznia 2018 r., wydawnictwo: Smak Słowa.

Herbjørg Wassmo w trzeciej części trylogii o Dinie po raz kolejny dowiodła, że mocną stroną jej powieściopisarstwa jest obrazowość języka. Niespotykana łatwość w przekuwaniu wrażeń zmysłowych na słowa, zróżnicowane tempo narracji i wprawa w sporządzaniu portretów literackich przesądzają o wysokiej klasie warsztatu pisarskiego Norweżki. I jakby tego było mało, autorka na planie treściowym Dziedzictwa Karny dochowuje wierności atmosferze obyczajowej dziewiętnastowiecznego zmierzchu i epokowym modom. Czytaj dalej „Reinsens po raz trzeci i ostatni”

Islandia w czarnym zwierciadle

Autor: Sigríður Hagalín Björnsdóttir, przekład: Jacek Godek, tytuł: Wyspatytuł oryginałuEyland, wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, liczba stron: 288, data premiery: 15 lutego 2018 r.

unnamedŁatwo sobie uzmysłowić, że byt Islandii jako wyspy odseparowanej od Starego Kontynentu jest uzależniony od dóbr importowych.  Każdemu przybywającemu w tamte strony turyście od razu przyjdzie na myśl, że niezbyt urodzajna ziemia nie zdoła wykarmić wszystkich wyspiarzy. Pod powierzchnią gleby próżno szukać bogatych złóż paliw kopalnianych, dlatego w gospodarce energetycznej stosunkowo od niedawna wykorzystuje się alternatywne źródła energii. Trudno uciec od wygłaszania truizmów, ponieważ Sigríður Hagalín Björnsdóttir, znana dotąd Islandczykom  jako dziennikarka radiowa, zrobiła twórczy użytek z tych samoistnie nasuwających się oczywistości na potrzebę napisania debiutanckiej powieści. Wyspa rozwija pesymistyczną wizję islandzkiej przyszłości w taki sposób, że w powieściowych wydarzeniach silnie zaznaczają się wpływy literatury katastroficznej i dystopicznej. Czytaj dalej „Islandia w czarnym zwierciadle”

Cisza po burzy

Autor: Steve Sem-Sandberg, Przekład: Paulina Rosińska, Tytuł: Burza, Tytuł oryginału: Stormen, Wydawnictwo: Literackie, liczba stron: 320, data premiery: 31 stycznia 2018 r.

27605478_1421446771315479_9424141_o.jpg

Z tęsknotą myślę o letniej burzy i odcięciu mojej wioski od świata za sprawą przerwy w dostawie energii elektrycznej. Przewracanie stron przy wątłym świetle świecy zawsze nadaje czynności czytania kameralny nastrój. Wtenczas atmosferę niepokoju potęgują wiatr napierający na okna i przeszywające niebo błyskawice. Łudząco podobne tchnienie grozy ewokuje fabuła Burzy Steve’a Sem-Sandberga. Przesuwanie wzrokiem po plastycznych opisach w najnowszej powieści szwedzkiego literata wytwarza osobliwe projekcje w wyobraźni czytelnika, ale nie są to bynajmniej ruchome klisze rodem z rozpoznawalnych fabuł kryminalnych czy dreszczowców. Czytaj dalej „Cisza po burzy”

Najpierw Cepelia, później Ikea

1442428-pdw_book_coverAutor: Małgorzata Czyńska, tytuł: Dom polski. Meblościanka z pikasami, premiera: 15 listopada 2017 r., wydawnictwo: Czarne, liczba stron: 208.

Gdyby przeprowadzić sondę uliczną i poprosić Polaków o krótką charakterystykę polskiego wzornictwa, to respondenci mieliby twardy orzech do zgryzienia. Zapewne niewielu z nas kiedykolwiek słyszało o stylu zakopiańskim, Instytucie Wzornictwa Przemysłowego tudzież Spółdzielni Artystów „Ład”.  Muszę przyznać, że sama po raz pierwszy zetknęłam się z tymi nazwami dopiero wtedy, gdy czytałam z ołówkiem w ręku pracę dyplomową mojej koleżanki na temat ewolucji polskiego etnodizajnu. Mając w pamięci tę niezwykle wzbogacającą intelektualnie lekturę, ochoczo sięgnęłam po Dom. Krótką historię idei Witolda Rybczyńskiego i Jak przestałem kochać design Marcina Wichy. Nie mogłam zatem odmówić sobie przyjemności przeczytania kolejnej publikacji poświęconej wielowymiarowym relacjom między człowiekiem a przedmiotem na gruncie lokalnym. Czytaj dalej „Najpierw Cepelia, później Ikea”